menu

Karpacz na cztery pory roku - strona 2 z 6


Muzeum Zabawek

Na dobry początek można zacząć od czegoś spokojnego. To także doskonałe miejsce na wypad z dzieckiem. Przy ulicy Karkonoskiej (sporo drogi pod górę) znajduje się Miejskie Muzeum Zabawek ze zbiorów Henryka Tomaszewkiego. Znajduje się tu niesamowita kolekcja zabawek o niesamowitym przekroju zarówno geograficznym, jak i pokoleniowym. Są tu przedmioty, którymi bawiły się dzieci w latach minionych pokoleń oraz współczesnych. We wspaniałej scenerii przygotowanej przez Pana Kazimierza Wiśniaka, można przechadzać się wśród półek z pięknymi domkami dla lalek, scenek rodzajowych z udziałem zabawek, mnóstwa pięknie wyeksponowanych aut, dziecięcych pupilów jak Miś Uszatek czy Paddington. W muzeum organizowane są niezwykle ciekawe wystawy tymczasowe.

Z własnych spostrzeżeń  przyznam, że zwiedzanie zabawek to doskonała zabawa i to szczególnie dla dorosłych, którzy ze swojego dzieciństwa rozpoznają mnóstwo zabawek. To miła przygoda w podróż do wspomnień i dziecięcych sentymentów. Dlatego będą się tu świetnie bawiły dosłownie całe rodziny. Z tego tez powodu warto wykupić zezwolenie na fotografowanie, bo jest co fotografować. Mnie osobiście niesamowicie urzekła Śpiąca królewna na ziarnku grochu. A na zdjęciu mamy uwieczniona chyba każdą zabawkę.

Jeśli jesteśmy już  na górze przy Muzeum Zabawek, a mamy ochotę na dalszą wyprawę  pod górę, warto wybrać się do Świątyni Wang. Faktycznie droga jest chwilami dość karkołomna. Niewysportowanym osobom, lub tym którzy nie lubią przebierać nogami , droga zabiera nieco energii. Dlatego lepiej wchodzić powoli nie forsując się i odpowiednio rozkładać siły. Już nie raz widziałam zmordowanych turystów, ledwo zipiących lub dosłownie na wpół- przytomnych.

Świątynia Wang

Wang położona tuż  u wrót Karkonoskiego Parku Narodowego, w Karpaczu górnym, jest dumą  miasta i jego największym zabytkiem. Sam kościół zbudowano na przełomie XII i XIII w. w południowej Norwegii. Stąd też jego nazwa- Vang, pochodząca od miejscowości o tej samej nazwie i nieopodal znajdującego się jeziora. Świątynię dla Karpacza górnego zakupił król pruski Fryderyk Wilhelm IV, za namową hrabiny von Reden z Bukowca. Do ciekawostek dotyczących samej architektury Wang można zaliczyć bez wątpienia jego budowlę. Została wykonana bez użycia nawet jednego gwoździa z sosny norweskiej nasączonej żywicą. Muszę przyznać, że dla wielu osób swoim wyglądem sama nazwa i wygląd kojarzą się z bardziej tybetańskim stylem i Dalajlamą. Nic bardziej mylnego. Wzornictwo jest charakterystyczne dla sztuki romańskiej oraz użytkowej sztuki ludowej, z pięknymi rzeźbami i malunkami, o nieco orientalnym stylu.  Na świecie znajdują się jedynie 24 podobne miejsca, w tym tylko jedna znajdująca się poza granicami Norwegii. To chyba wystarczający argument by tu zajrzeć. Obok w niezwykle zadbanym ogrodzie znajduje się cmentarzyk niemieckiej szlachty. Z dziedzińca można podziwiać naprawdę niesamowitą panoramę Karkonoszy. To wspaniałe miejsce na wypoczynek, relaks i przepiękne pamiątkowe zdjęcia. Nic dziwnego, że to miejsce na ciekawą i wartościową wycieczkę wybiera  corocznie 100 tys. osób. Oczywiście na terenie obiektu można zakupić pamiątki, uczestniczyć we mszy czy zwiedzić samą świątynię. W momentach przesytu sezonowego jest tu naprawdę sporo turystów, a na zwiedzanie chwilami trzeba poczekać z uwagi na kolejki. Jednak naprawdę bardzo polecam to miejsce. Wyjazd do Karpacza bez zajrzenia do Wang to wycieczka niekompletna.

Fantastyczną wyprawą  polecana szczególnie na cieplejsze dni jest odwiedzenie miasteczka Western City. To dosłownie rewelacyjne miejsce dla spędzenia czasu dla rodzin i fanów westernu. Na niedaleką powróż do  innego świata, bo świata kowbojów, koni i poszukiwaczy złota potrzeba najlepiej całego dnia.